Dwie strony internetowej mocy

Zrzutka

Internet, komputer i telefon są symbolami naszej epoki. Wynalazki te odmieniły życie codzienne podobnie jak wcześniej inne fundamenty naszej cywilizacji, że wspomnę tylko o piśmie, kole, czy pieniądzu.

naczelnyW sytuacji obostrzeń epidemicznych jakich doświadczamy obecnie siłą rzeczy więcej czasu spędzamy w... Internecie. Szukamy informacji, utrzymujemy kontakt z rodziną i znajomymi, robimy zakupy. Na pewno jest to dobra strona globalnej sieci ale są też i złe. I to całkiem sporo.

Niedawno w jednym z komentarzy czytelnik zarzucił nam stosowanie mechanizmu tzw clickbaitu. Po wymianie zdań szybko okazało się, że zarzut był całkowicie chybiony, bowiem sam fakt, że tytuł jest intrygujący nie od razu musi wskazywać na clickbait. Dlaczego?

Określenie clickbait powstało z połączenia słów click, które w języku angielskim oznacza kliknięcie oraz bait przynętę. Jak nietrudno się domyśleć zjawisko to dotyczy Internetu i polega na przyciąganiu uwagi czytelnika za pomocą tytułów bądź obrazów. Do tego momentu ta definicja jest spójna z zasadami rzetelnego dziennikarstwa. Każdy dziennikarz uczy się, że tytuł powinien być zachętą, zaproszeniem do czytania reszty tekstu. Może też prowokować byle był osadzony w treści tekstu. I tu pojawia się różnica. Tytuły clickbaitowe wyolbrzymiają faktyczną treść zmieniając często znaczenie artykułu, są przynętą niekoniecznie do dalszego czytania a jedynie kliknięcia. Coraz częściej odbywa się to kosztem merytorycznego związku tytułu z treścią do której kieruje.

Głównym celem clickbaitu jest, bowiem zysk z reklam pojawiających się często równolegle z kliknięciem. Dzieje się tak nawet kosztem rzetelności informacji. Podnoszenie statystyk poczytności tekstu i całego serwisu wpływa na ceny i ilość zlecanych reklam.

Nasi czytelnicy zauważyli zapewne, że SPEEDWAY.info.pl reklam nie emituje. To świadome działanie. Clickbait do niczego nie jest nam zatem potrzebny. Jesteśmy niezależni (także finansowo) a żużel opisujemy i fotografujemy z pasji a nie dla pieniędzy. Przed laty napisałem na ten temat felieton pt Zawodowcy i grafomani, który mimo upływu lat nic nie stracił na aktualności. Staramy się pisać ciekawie i na temat a co za tym idzie także tworzyć tytuły nietuzinkowe, spełniające jednakowoż dziennikarskie standardy. Staramy się to nie znaczy, że nie popełniamy błędów.

Oprócz opisanego wyżej procederu, w sumie irytującego ale o niewielkiej szkodliwości, w Internecie czyhają na nas o wiele większego kalibru zagrożenia. Złośliwe oprogramowanie takie jak wirusy, trojany, spyware mogą doprowadzić nawet do realnych strat finansowych. O tym użytkownicy komputerów i urządzeń mobilnych powinni wiedzieć i odpowiednio się zabezpieczać. Temat rzeka.

Ciemną stroną Internetu (nie mylić z Darknetem) jest wszechobecny hejt, który dotyka także żużla. Nie sądzę, że kiedykolwiek się go pozbędziemy. Dlaczego?

Hejt to określenie zaczerpnięte z angielskiego słowa hate i oznacza nienawiść. Istotą hejtu jest pogarda i chęć wyrządzenia innej osobie przykrości. Najsmutniejszym w tym zjawisku jest to, że każdy może stać się obiektem hejtu. Wystarczy mieć inne zdanie na jakiś temat, inaczej wyglądać, mieć majątek, inny światopogląd, być wyznawcą jakiejś religii, przedstawicielem jakiegoś narodu, płci czy grupy politycznej czyli posiadać dowolny atrybut inny niż ten reprezentowany przez hejtera. Internet umożliwia rozpowszechnianie nienawistnych treści szybko, ale jednocześnie w sposób anonimowy i niebezpośredni. Poczucie bezkarności jest jednym z motorów działania hejterów. Znacznie trudniej jest osobie poszkodowanej dochodzić swoich praw.

Zdarza się też mylenie hejtu z krytyką mimo, że różnice są zasadnicze. Hejt ma na celu wywołanie negatywnych emocji w jego adresacie i innych odbiorcach. Zadaniem krytyki jest z kolei ocena i próba wpłynięcia na zmianę opinii osoby lub grupy krytykowanej za pomocą prezentowanych argumentów. Prawdziwa krytyka nie rani a przynajmniej nie powinna ranić jak to ma miejsce w przypadku hejtu.

Od pewnego czasu słyszymy o nowym rodzaju tego paskudnego zjawiska. Mowa o hejcie zinstytucjonalizowanym czyli zorganizowanym utrwalaniem wartości i zwyczajów istotnych dla trwania i rozwoju określonej grupy. To niewątpliwie wyższy stopień tej patologii. Mimo wielu deklaracji o przeciwdziałaniu temu niszczącemu zjawisku nic takiego nie ma miejsca a wręcz przeciwnie. Hejt ma się dobrze i niestety rozkwita.

Na zakończenie i ku przestrodze, przytoczę anegdotę obrazującą jak sami, być może nawet nieświadomie przyczyniamy się do rozwoju negatywnych zjawisk internetowych.

Znajomy wysłał mi link do artykułu. Otworzyłem, zobaczyłem nazwisko autora i nie przeczytałem. Zapytany o opinię oznajmiłem, że nie czytam tekstów tego autora, bo moim zdaniem mają one znamiona hejtu. Usilne namowy zmusiły mnie jednak do złożenia obietnicy przeczytania. Przy kolejnym pytaniu o opinię odparłem: nadal uważam, że nie warto było tego czytać. Ku mojemu zaskoczeniu usłyszałem wówczas, że znajomy podziela mój pogląd i też nie lubi takiej twórczości ale czyta ją z ciekawości, kto tym razem zostanie... opluty.

 

 

Tadeusz Malinowski

Mam zaszczyt kierować najstarszym w polskim Internecie wydawnictwem o żużlu. Zapraszam do naszej redakcji kibiców i pasjonatów żużla.

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!