O procedurze startowej i nie tylko czyli nuda, nic się nie dzieje…

3W3A1638Pan przewodniczący Piotr Szymański zdumiał się niezmiernie, że w mediach toczy się dyskusja nad nową procedurą startową, której zasad jeszcze nie opublikowano.

 

naczelnyNie uczestniczę w tej polemice i nie dałem się do niej sprowokować. Bądźmy jednak realistami. To, że nie ma czegoś na papierze to nie znaczy, że nie istnieje. Dziennikarskie „nieoficjalne” źródła to nic innego jak wypowiedzi osób wtajemniczonych w temat, którymi media się karmią nakręcając dyskusję, bo o czymś pisać trzeba. No właśnie o czym pisać? Niedawno przeczytałem sążnisty tekst niby o żużlu ale na końcu skonstatowałem, że to było o... autorze. Można i tak. Jest zima a o czymś przecież pisać trzeba.

Tak już na poważnie to od wielu lat gmatwamy żużlowy regulamin. Obecna procedura startowa jest skomplikowana interpretacyjnie. Spójrzmy na taki punkt: jeżeli zdaniem sędziego zawodnik, który utrudnia prawidłowe przeprowadzenie startu osiąga z tego tytułu przewagę na starcie nad innymi zawodnikami, sędzia przerywa bieg.

Jeżeli sędzia nie dopatrzy się korzyści jedziemy dalej. A kiedy owa korzyść może wystąpić i być stwierdzona? Zaraz po starcie czy np. po pierwszym wirażu? Regulamin o tym milczy. Widzieliśmy zatem, że jedni sędziowie przerywają bieg zaraz po starcie ale inni nawet po pierwszym wirażu.

I tu dochodzimy do tzw interpretacji regulaminowych zapisów, która przysługuje oczywiście GKSŻ. Kiedyś regulamin interpretował sędzia i koniec. Dzisiaj to za mało. Sędziowie muszą działać nie tylko wg regulaminu ale i wytycznych do niego. Potem tradycyjnie już stają pod pręgierzem w telewizyjnych podsumowaniach, które oglądam rzadko, bo spektakl to słaby. Ludzie niestojący nigdy za pulpitem sędziowskim a jak już to też popełniający w przeszłości błędy nie jawią mi się jako autorytety w tej materii. No ale Show Must Go On a i parcie na szkło bywa niepohamowane.

Nie bronię sędziów. Jeżeli chcą nimi być muszą sprostać wymaganiom. Sęk w tym, że chociażby w konfrontacji z okiem kamery są bez szans. Regulamin też nie pomaga. Zawodnik, który podczas zawodów korzystał np. z nieregulaminowego gaźnika po jego kontroli może zostać wykluczony nawet po zawodach a punkty przez niego zdobyte są drużynie odbierane. Zdarza się więc, że kibice po powrocie do domów dowiadują się, że wynik meczu się zmienił. W przypadku stwierdzonego tuż po zakończeniu biegu np. na ekranie TV ewidentnego, niezauważonego przez sędziego naruszenia regulaminu podczas startu wykluczyć zawodnika już nie można. Dlaczego?

Wielką popularnością cieszą się za to bzdurne mikro, makro czy jeszcze inne ruchy. Ich nie ma w regulaminie! Zawodnicy mają na starcie stać nieruchomo. Kropka. To jest arcytrudne do wyegzekwowania bez technicznej pomocy. Sędzia ma do dyspozycji tylko oczy i z wysokości swojego stanowiska może nie dostrzec, że któryś z czterech zawodników się poruszył. To jasne jak słońce. Wszelkie ruchy na starcie dostrzegają za to telewizyjne kamery. No i po biegu zaczyna się burza. Bo sędzia nie widział, że ktoś się poruszył albo widział, że się ruszył a zawodnik stał przecież jak wmurowany. Po kilkunastu powtórkach z różnych ujęć wszystko doskonale widać. Zabawa na całego. Coraz częściej zdarza mi się wyłączać dźwięk między biegami. Puk, puk mamy już XXI wiek. Zawodników na starcie mogłoby monitorować jakieś urządzenie techniczne i „podpowiadać” sędziemu kiedy wszyscy stoją nieruchomo.

Regulamin rośnie jak na drożdżach. Coraz bardziej jednak to ciasto staje się niezjadliwe nie tylko dla kibiców ale i osób funkcyjnych.

A przecież żużel to prosty sport. Czterech zawodników, start, cztery okrążenia, meta i… sędzia.

 

 

Tadeusz Malinowski

Mam zaszczyt kierować najstarszym w polskim Internecie wydawnictwem o żużlu. Zapraszam do naszej redakcji kibiców i pasjonatów żużla.

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!