Bo taki jest regulamin

naczelnyPodczas transmisji telewizyjnej z zaległego meczu Gniezno-Rybnik sędzia zawodów został skrytykowany za... przestrzeganie regulaminu.

Podczas gnieźnieńskiego meczu doszło do ulubionej przez kibiców sytuacji czyli o jego wyniku miał zadecydować ostatni bieg. Goście mieli szansę nawet na wygranie spotkania ale sędzia przerwał po starcie bieg i wykluczył zawodnika przyjezdnych. Losy meczu zostały praktycznie rozstrzygnięte. Emocje opadły. Ze strony komentujących wylała się fala krytyki na sędziego. Początkowo niewiadomą była przyczyna przerwania biegu, ale po kilku powtórkach okazało się, że wykluczony ruszał się na starcie. W takim przypadku regulamin żużlowy w punkcie 71 mówi co następuje:

  1. Jeżeli w czasie po zapaleniu zielonego światła startowego do zwolnienia taśm maszyny startowej motocykl zawodnika nie stoi bez ruchu dwoma kołami w kontakcie z torem, uznaje się, że zawodnik ten utrudnia prawidłowe przeprowadzenie startu.

  2. Jeżeli zawodnik po raz drugi i kolejny w danych zawodach utrudnia prawidłowe przeprowadzenie startu, sędzia wyklucza zawodnika z biegu.

To był ten drugi raz. Komentatorzy całkowicie zignorowali jednak regulamin uznając, że ruch owszem był ale minimalny, mikro itd. Sęk w tym, że nie ma w takim przypadku miejsca na niuanse. Zapis jest jednoznaczny: motocykl zawodnika ma stać bez żadnego ruchu. Człowiekowi z wieży sędziowskiej, jak pięknie określono sędziego, zarzucono zepsucie widowiska, bo swoją decyzją nie pozwolił rozstrzygnąć wyniku meczu w „sportowej" walce na torze. Wygląda na to, że aby zachować ducha sportu sędzia powinien złamać regulamin udając, że nie widział żadnego ruchu.

W tym kontekście przypomniała mi się dyskusja w gronie fachowców od sędziowania jaką odbyłem po aferze leszczyńskiej. Sędzia nie przerwał decydującego biegu na ostatnim okrążeniu pozwalając go dokończyć. Prowadząca para zawodników nie widziała upadku i stoczyła sportowy bój o pierwsze miejsce. Można więc napisać, iż sędzia postąpił zgodnie z duchem sportu choć jak się potem okazało uczynił to wbrew regulaminowi. W Gnieźnie sytuacja była odwrotna. Sędzia wprost zastosował regulamin co skwitowano pozbawieniem rywalizacji ducha sportu. Oba przywołane przypadki pokazują nader wyraźnie, że ducha sportu nie ma w... regulaminie żużlowym.

Sędziowie nie mają ostatnio dobrej prasy. W swoich felietonach szukając przyczyn takiego stanu wskazywałem na słabe przygotowanie merytoryczne do pełnienia tej funkcji przez niektórych z nich. Podawałem przykłady nawet braku znajomości konkretnych zapisów regulaminowych co bezpośrednio wskazuje na system szkolenia firmowany przez GKSŻ. Podobnie jest z regulaminem. Już dawno pozbawiono sędziów wpływu na jego kształt a zatem pełna odpowiedzialność za jego zapisy spada znowu na GKSŻ.

W Gnieźnie to nie sędzia pozbawił zawody ducha sportu a regulamin.

P.S. Wszelkie uwagi i reklamacje w tych tematach proszę kierować do pana nadsędziego

 Guma

 

Tadeusz Malinowski

Mam zaszczyt kierować najstarszym w polskim Internecie wydawnictwem o żużlu. Zapraszam do naszej redakcji kibiców i pasjonatów żużla.

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!