Tomasz Lorek: Profesor z Oxfordu

Drukuj
Polish Speedway Battle

2015 lorek t12015 nielsen h1Ze swadą rozprawia o wadach i zaletach kapitalizmu. Potrafi dostrzec specyfikę i dziwactwa socjalizmu. Wiedzą na temat ekonomii zachwyciłby niejednego specjalistę od kont i liczb. Lubi myśleć strategicznie, dlatego tak bardzo ukochał golf. Film, literatura, bankowość, samochody – bardzo proszę wybrać sobie cokolwiek z tejże palety: Hans z pewnością nie rozczaruje. Nosi w sobie nutę sentymentalizmu, bo wciąż tęskni za speedwayem.



Wzruszył się podczas kwietniowego spotkania z wiernymi fanami jego talentu w Lublinie, do którego doszło w przeddzień GP na Stadionie Narodowym. Z cierpliwością godną misjonarza pozował do zdjęć i rozdawał autografy, choć było okrutnie późno. A po spotkaniu w Arenie Lublin czekała go jeszcze kolacja z Kubą Kępą w pięknym zajeździe, w którym królował folklor. Hans zasłuchiwał się, gdy niewidomi muzycy grali przy jego stoliku skoczne, ale i rzewne melodie. Miał prawo poczuć się jakby rozpostarł się wygodnie w dolinie na Roztoczu i chłonął ciszę przyrody… Hans, gdybyś skosztował pstrąga z gospody w dolinie nieopodal Nałęczowa, a potem spróbował prawdziwej domowej pomidoróweczki, niechybnie odfrunąłbyś w przestworza…

- Doceniam serdeczność jaką okazują mi na każdym kroku lublinianie. To niezwykłe, że po tylu latach kariery, kibice pamiętają mnie ze startów w Motorze Lublin. Wiedzą niemal wszystko o moich występach, potrafią odtworzyć przebieg meczu ligowego sprzed 25 lat! To urocze i rzadko spotykane – mówi legendarny żużlowiec, król taktu, zdobywca 22 złotych medali FIM, bywalec motocyklowych salonów, a przy tym skromny człowiek. Spełniony, dlatego nie ma żalu do życia, choć łatwo nie było…

Mówią o nim: profesor z Oxfordu. Zimą 1983/1984 roku dwaj odważni promotorzy brytyjscy: Bernard Crapper i John Payne kusili Hansa Nielsena perspektywą jazdy w drużynie Oxford Cheetahs. Hans po trosze przypominał wówczas geparda… Smukła sylwetka, zawrotna prędkość na sprinterskim dystansie… - Odebrałem telefon od Bernarda Crappera, który przedstawił mi Johna Payne’a. Zdradzili mi plany dotyczące stadionu przy Sandy Lane. Zarazili mnie swoim entuzjazmem. Pragnęli zbudować silny zespół, a ja miałem sporo pecha na początku kariery w Anglii, bo trafiałem do drużyn, które nie pretendowały do tytułów. Zacząłem zabawę w speedway w Wolverhampton w 1977 roku. Jeździłem dla Wilków przez 4 sezony, ale to był klub, który opierał swoją siłę na jednej gwieździe. Przeniosłem się na Perry Barr do Birmingham, ale z Brummies też nie zaznałem smaku zwycięstw. Oxford był dla mnie ogromną szansą. Na moją prośbę zmieniono kształt toru w Oxfordzie. Na wirażach murawa została skrócona o 2, góra 3 jardy, dzięki czemu tor sprzyjał walce i wyprzedzankom. Po tych przeróbkach, mogłem wyprzedzać rywali na dystansie po przegranym starcie. Rzadko przysypiałem pod taśmą, ale chciałem uczynić coś dla nowych kibiców speedwaya, dla których solą było tasowanie się na dystansie – wspomina Hans.

Promotorzy rozsądnie wydawali pieniądze na transfery. Choć prasa podawała, że koszty sprowadzenia gwiazd pokroju Hans Nielsen, Simon Wigg i Marvyn Cox oscylowały wokół kwoty 100 tysięcy funtów, Payne dokładnie oglądał każdego pensa zanim go wydał. - To był ciekawy zespół złożony z młodych i ambitnych zawodników. Czułem się dziwnie, bo byłem najstarszy mając zaledwie 24 lata! – dodaje Hans. Środek tabeli zadowalał promotorów zważywszy na plagę kontuzji jaka nawiedziła zespół w 1984 roku.

Przed rozpoczęciem sezonu 1985, za namową Nielsena, dokonano kilku roszad w składzie. Pożegnano Nigela Sparshotta i Iana Clarka, a do zespołu dołączył Andy Grahame, mistrz Wielkiej Brytanii z 1982 roku oraz młody i obiecujący Australijczyk, Troy Butler. - Ta zmiana dawała nam większe pole manewru. Mieliśmy jednego silnego rezerwowego. Z Andym znałem się doskonale z okresu startów w Birmingham, więc poleciłem go promotorom. Z kolei Troy był nieopierzonym młokosem, bardzo chciał się pokazać, robił błędy, ale miał w sobie ogromną dozę entuzjazmu. Potrzebowaliśmy takiego uroczego szaleńca w teamie Gepardów. Konkurencja w lidze brytyjskiej była wówczas przeogromna. Liga liczyła 11 drużyn – wspomina indywidualny mistrz świata z 1986, 1987, 1989 i 1995 roku.

Oxford nie miał łatwej przeprawy, bo żużlowcy z Cowley czuli gorący niczym wyziew gejzeru oddech na plecach. Sheffield, Coventry i Halifax deptały Gepardom po piętach. - Czułem się wybornie. Byłem coraz lepiej zorganizowany, przesiadka z Weslake’a na Goddena nie była aż tak bolesna. Rozumiałem sprzęt, a koledzy w parku maszyn tworzyli wspaniałą atmosferę. To była zdrowa konkurencja. W sezonie 1985 wykręciłem średnią na poziomie 11,30 punktu na mecz – wyznaje Nielsen.

Lorek Nielsen PSB Krosno                                                                 Tomasz Lorek i Hans Nielsen podczas inauguracji cyklu Polish Speedway Battle w Krośnie

Jednak nawet w życiu profesora nie może być zbyt pięknie i różowo. Ole Olsen miał swojego pupila w reprezentacji Danii – wspaniałego zawodnika jakim był Erik Gundersen. Wsparcie udzielane Erikowi irytowało Hansa, ale w obliczu sporu Nielsen zachował się bardzo profesjonalnie. - Nie okazywałem publicznie niechęci do Olsena. Prywatnie wojowaliśmy jak dwaj wrogowie gotowi na wszystko, ale oficjalnie nikt nie miał prawa zobaczyć gigantyzmu animozji jakie zrodziły się pomiędzy mną a Ole. Choć bywały trudne chwile jak chociażby test mecz: Anglia – Dania… – twierdzi ojciec Daisy i Daniela.

Olsen przesunął Nielsena na pozycję rezerwowego. Mecz odbywał się wczesną wiosną 1985 roku w Oxfordzie. Chłopcy szukali okazji do startów po długiej zimie. Bo Petersen dotknął taśmy w 14 wyścigu. Jens Rasmussen, zawodnik miejscowych Gepardów, podjechał pod start, a Hans nerwowo spoglądał w stronę Olsena. - Chłopcy nie mieli nic do powiedzenia, Ole był kapitanem na tym statku. Koledzy pukali się w czoło widząc mnie na rezerwie na torze, który znałem jak swoją kieszeń. W końcu, po długim namyśle Ole wstawił mnie do 14 wyścigu, zrobiłem swoje, ale niesmak z powodu politycznych zagrywek i tak pozostał. Wojna podjazdowa trwała kilka lat, ale w końcu pozbyłem się bagażu Olsena! – żartuje Hans.

Duńczyk pragnął sukcesu drużynowego w barwach Oxfordu, ale usilnie walczył o prymat w światowym czempionacie. W 1985 roku Hans chodził jak szwajcarski zegarek na cudnym obiekcie Odsal Stadium w Bradford. Miał 3 trójki na koncie i wydawało się, że wreszcie sięgnie po upragnione złoto. - Finał w Bradford zaczął się wyśmienicie, ale w czwartej serii zostałem ostro wypchnięty na zewnątrz na pierwszym łuku, upadłem i straciłem swój najlepszy motocykl. Na rezerwowym motocyklu przegrałem baraż o złoto z Erikiem, a trzeci był Sam Ermolenko. Byłem niepocieszony, ale rok później powetowałem sobie niepowodzenie z Bradford i wygrałem finał światowy w Chorzowie! – uśmiech zagościł na twarzy Hansa.

W lidze brytyjskiej Hans ścigał się wybornie. Wraz z Simonem Wiggiem sięgnęli po mistrzostwo w jeździe parami. Finał odbył się na Monmore Green. Promotorzy Oxfordu mieli szeroki gest. Wysyłali helikopter, aby sprowadzić Wigga z mistrzostw świata na długim torze na mecz ligowy. - To były złote lata. Payne i Crapper nie byli przedstawicielami starej dystyngowanej szkoły promotorów. Po zawodach szli z nami do baru na szybkiego drinka, kibice Oxfordu swobodnie rozmawiali z zawodnikami. Było rodzinnie, ale czuło się, że płyniemy na fali jak surferzy. Chcieliśmy dokonać czegoś niezwykłego. Po zdobyciu mistrzostwa Anglii publiczność wbiegła na murawę, a tytuł fetowaliśmy do białego rana. Nigdy wcześniej nie jechałem odkrytym autobusem do miejskiego ratusza. W powietrzu czuć było drżenie cząsteczek. Niezwykłe chwile. Powtórzyliśmy sukces w 1986 i 1989 roku. W 1986 roku nie przegraliśmy żadnego meczu w lidze! Wspaniałe czasy – dodaje z nutką nostalgii w głosie Hans.

11,83 – taką średnią meczową wyśrubował w sezonie 1986 Hans Nielsen. Pracował na nią w 17 ligowych pojedynkach. Na wyjazdach nie było na niego mocnych: 12,00 na mecz w 10 meczach.

Niestety, wszystko co piękne, szybko się kończy. Hans odszedł z Oxfordu po sezonie 1992, a speedway przy Sandy Lane wyzionął ducha w 2007 roku. Życie żużlowego profesora przybrało innych kształt. - Jesteśmy bardzo zajęci z małżonką Susanne. Wynajmujemy ludziom kilka domostw. Susanne prowadzi sklep z odzieżą dla pań, ja sprzedaję samochody sprowadzane z Anglii. Staram się pomóc naszym dzieciom w rozwijaniu sportowych karier. Daisy radzi sobie coraz lepiej na polu golfowym. Zarówno córka jak i syn szybko rozpoczęli przygodę z golfem, więc jest nadzieja, że będą odnosić sukcesy uprawiając profesjonalnie ten trudny sport. A co do mojego czasu jaki spędziłem w Oxfordzie… Cóż, to były najpiękniejsze lata mojej kariery. 9 lat w barwach Gepardów, trzy złote medale w indywidualnych mistrzostwach świata, mistrzostwo ligi brytyjskiej, mnóstwo rozmaitych trofeów i pasja ludzi z Oxfordu, który podsycała w nas głód zwycięstw i rodziła kolejne wyzwania. Dwa ostatnie lata spędziłem w Coventry, ale to już nie było to… Cenię Wyspiarzy za to, że utrzymują żużel przy życiu, bo promotorzy są zakręceni na punkcie speedwaya. Czasami przydałoby im się nieco ekonomicznego powiewu, lepszych sponsorów i większej popularności, ale sztuką jest robić coś dla frajdy, a nie tylko dla czystego policzalnego zysku. Wciąż czytuję sporo branżowej prasy. Chciałbym kiedyś natknąć się na informację, że speedway w Oxfordzie odrodził się. Przyjechałbym wówczas na Wyspy powspominać dawne dzieje i spotkać kibiców… – dodaje Hans. On prawdziwie kocha speedway…

Tomasz Lorek


źródło: inf.prasowa