Daniel King: Jestem szczęściarzem, że mogę znów jeździć

IMG 7524Żużlowiec Ipswich Witches Daniel King w marcu wróci do ścigania po przerwie na rekonwalescencję. To efekt uderzenia motocyklem przez kolegę z pary, Michaela Hartla, w majowym meczu SGB Championship.

 

2015 king d1Już w kilka tygodni później King pojawił się znowu pod taśmą, biorąc udział w Indywidualnych Mistrzostwach Wielkiej Brytanii, które wygrał w 2016 roku. Ostatecznie uraz okazał się silniejszy. W październiku żużlowiec zamiast kończyć sezon na stadionach, trafił na operację.

- Myślałem, że „to już ten moment” – wspomina. – Gdy już znaleźliśmy diagnozę problemu i powiedzieli mi, że trzeba to operować, to zaczęły się obawy.

Chociaż byli pewni, że dadzą radę coś z tym zrobić, to myśli się „a co jeśli coś im tam w środku nie wyjdzie?” albo „co będzie, jeśli jest już tak źle, że nigdy nie będę miał bicepsu?”. To byłby dla mnie koniec kariery.

Szybko to do mnie dotarło, ale nie jestem typem marudy. Wierzę na serio, że można sobie radzić z tym, co nas spotyka, bo da się na to przygotować. Miałem operację, była udana i gdy patrzę na siebie, to myślę, że jestem szczęściarzem, że mogę znowu jeździć – dodaje King.

Teraz bardzo mu zależy na powrocie na tor w marcu, ponieważ operacja zakończyła się powodzeniem. Zakleszczony nerw wrócił do działania.

- To niesamowite, co oni potrafią zrobić – mówi. – Przez pięć miesięcy nie było w nerwach żadnego czucia, kompletnie niczego. Ale na operacji ci ludzie dokonali czegoś magicznego, znowu zyskaliśmy czucie i wszystko zaczęło odbijać i budzić się do działania.

Gdy Michael przejechał po tym miejscu to kość się nie złamała, co jest nie do wiary. Tak szczerze, to gdyby była złamana, prawdopodobnie nie byłoby takiego problemu. Miałbym od sześciu do ośmiu tygodni przerwy i znowu wrócił do ścigania.

Coś musiało odpuścić i dlatego, że nie złamała się kość, to wszystko inne się o nią obiło. Główny problem był z uszkodzeniem nerwu. Został zmiażdżony i było to oczywiste przez sposób, w jaki został rozjechany.

Był uwięziony w dwóch miejscach. Lekarz najlepiej mi to opowiedział na przykładzie przydeptanego węża ogrodowego, bo wtedy nie płynie przez niego woda. Jest kompletnie zablokowany. Oni zdołali wyciągnąć nerw z miejsca, w którym był zablokowany, ożywić go i sprawić, by znowu działał – opowiedział King.

Leczenie mogło trwać w innym przypadku o wiele więcej czasu. – Szczerze mogę powiedzieć, że jestem dużym szczęściarzem. Spodziewali się, że stwierdzą jedną z dwóch rzeczy. Jedna to zablokowanie i to była najlepsza opcja.

Druga była taka, że nerw był przerwany. Gdyby był, to mogliby zrobić transplantację, ale po tym potrzeba bardzo długiego leczenia i prawdopodobnie straciłbym pełno jazdy też w tym roku.

Lekarz bardzo się cieszy z tego, jak idzie i powiedział, że jest pewien, że zaleczy się to w pełni. Postęp jaki się dokonał od czasu operacji jest niewiarygodny. Coraz bardziej mnie to raduje. Jest coraz mocniejszy i coraz lepszy. Sezon już niedługo, więc fajnie się to teraz układa – podsumowuje Daniel King.

źródło: speedwaygp.com

Tomasz Chruśnik

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!