Praw fizyki pan nie zmienisz...

GumaPo dłuższym czasie posuchy mamy znowu żużlowy skandalik tym razem związany z odwołaniem finału Złotego Kasku. Sypią się gromy na zawodników, którzy odmówili startu w zawodach.

 

naczelnyI kto to mówi? No to jest ciekawostka, bo takie opinie słyszymy także z ust ludzi w różnym stopniu odpowiedzialnych za organizacyjne przygotowanie zawodów w tym także toru do ścigania, który ma być po prostu bezpieczny. Czy taki był? Kamery telewizyjne nie kłamią. Widzieliśmy wystający na prostej krawężnik, elementy z bandy, niedomykającą się furtkę o nawierzchni toru nie wspominając.

I co? No nic, tor został dopuszczony do zawodów. Na stadionie byli sędzia, komisarz toru, trener reprezentacji, szef Głównej Komisji Sportu Żużlowego.

Między zawodami słyszymy frazesy o bezpieczeństwie, trosce o zdrowie zawodników a jak przyjdzie co do czego nie zauważa się podstawowych wydaje się uchybień lub co gorsza bagatelizuje się je. Tor przed sezonem przechodził weryfikację i były wytknięte usterki do usunięcia. Czy zostały wyeliminowane? Czy ktoś to potem sprawdził?

Jestem zawiedziony, że finał się nie odbył. Winę za to ponosi aura oraz konkretni ludzie, bo za stan bandy na prostej trudno obarczyć pogodę. „Bunt” zawodników jest następstwem tej sytuacji a nie jej przyczyną. Można dywagować, że wcześniej zawody się odbywały i nikt nie protestował ale jak mawia znajomy znawca tematyki żużlowej każda sytuacja jest inna. Tym razem nie pojechali.

Dla zawodników tor nie spełniał regulaminowych wymagań i był źle przygotowany co jest w kontrze do oficjalnego stanowiska osób funkcyjnych, którzy uznali go za prawidłowy.

Wróćmy do uwag dotyczących bandy, bo być może to jest sedno sporu. Po wyjściu z wirażu zawodnicy wynoszeni są pod bandę na prostej. Fakt ten definiuje prawo fizyki o sile odśrodkowej. Często też w ferworze walki i wyprzedzania motocykle stykają się z bandą np. hakiem. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, aby uzmysłowić sobie co może się stać gdy hak o coś się zaczepi. Tym, którym wyobraźni jednak brakuje polecam powrót do przeszłości.

Rok 2001 i zawody Speedway World Cup we Wrocławiu. Tor wówczas był opasany tzw dmuchanymi bandami na całej swojej długości. W biegu 25 na wyjściu z wirażu podniosło przednie koło prowadzącego Sama Ermolenki, który zgodnie z przywołanym prawem fizyki w ułamku sekundy znalazł się pod bandą na prostej, zahaczył motocyklem o dmuchany element w konsekwencji czego niebezpiecznie przekoziołkował i upadł.

To spektakularne wydarzenie wpisało się w ciąg zdarzeń po których zdjęto zabezpieczenie band na prostych słusznie uznając, że w tym miejscu nie może być żadnych elementów o które może zaczepić się motocykl.

 

Tadeusz Malinowski

Mam zaszczyt kierować najstarszym w polskim Internecie wydawnictwem o żużlu. Zapraszam do naszej redakcji kibiców i pasjonatów żużla.