Działacze i kibice gorzowskiej Stali bardzo obawiali się sezonu 2023 po odejściu z klubu lidera drużyny i najlepszego zawodnika na świecie Bartosza Zmarzlika. Żółto-niebiescy spisywali się jednak nadspodziewanie dobrze i byli objawieniem sezonu. Rundę zasadniczą zakończyli na trzecim miejscu w tabeli, tuż za dwoma najlepszymi drużynami, ale fazę play off przegrali z kretesem po kontuzji jednego z liderów Andersa Thomsena, odniesionej dzień przed pierwszym z decydujących spotkań.
ebut.pl Stal zmagania zainaugurowała w Wielką Sobotę 8 kwietnia wyjazdowym spotkaniem w Toruniu. Goście stawiali nadspodziewanie duży opór faworyzowanym „Aniołom” i przegrali tylko 43:47. O końcowym wyniku zadecydował dopiero ostatni wyścig, przed którym na tablicy wyników widniał rezultat 44:40 dla gospodarzy. W przyjezdnej ekipie obok dobrze spisujących się liderów Martina Vaculika (11+1) i Szymona Woźniaka (8+2) znakomity powrót do PGE Ekstraligi zanotował niespodziewany bohater żółto-niebieskich Oskar Fajfer, który wywalczył 9 punktów w 5 startach.
Gorzowianie przystąpili do drugiego pojedynku z ZOOleszcz GKM Grudziądz z marszu, bez żadnego treningu. Ze względu na kilkudniowe opady deszczu mecz został przełożony z piątku 14-go na wtorek 18 kwietnia. Wicemistrzowie Polski objęli prowadzenie po pierwszym wyścigu i nie oddali go do końca spotkania stopniowo powiększając przewagę. Różnicę punktową Stalowcy zbudowali przede wszystkim czterema zwycięstwami 4:2, a gdy podwójnie wygrali 9. odsłonę dnia, ich przewaga wzrosła do 12 „oczek”. Odpowiedź gości była bardzo szybka, ale końcówka rywalizacji ponownie należała do gospodarzy, którzy ostatecznie wygrali 51:39. Ekipa gospodarzy była dobrze zbilansowana, a klasą do siebie byli Anders Thomsen i Szymon Woźniak, którzy wywalczyli po 13+1 pkt.
Trzy dni później, w piątek 21 kwietnia żółto-niebiescy pojechali do Częstochowy i byli sprawcami olbrzymiej sensacji. Co prawda przyjezdni objęli prowadzenie po 2. gonitwie 8:4, ale później przewaga miejscowych była bezdyskusyjna i po 12. odsłonie „Lwy” prowadziły już 41:31. Jednak w trzech ostatnich biegach gorzowianie dokonali niemożliwego i odrobili 10-punktową stratę. 13. wyścig wygrali 5:1, 14. - 4:2, a gdy w ostatniej gonitwie Anders Thomsen i Martin Vaculik przywieźli za swoimi plecami Leona Madsena i Mikkela Michelsena, stadion zamarł. Remis 45:45 i jeden punkt meczowy wywieziony z trudnego terenu był szczytem marzeń Stalowców jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji. Liderami z prawdziwego zdarzenia byli Anders Thomsen (16 (6)) i Martin Vaculik (10 +3 (6)). Cenne „oczka” dorzucili także Szymon Woźniak (8 (5)), Oskar Fajfer (5+1 (5)) oraz juniorzy.
Tydzień później, w piątek 28 kwietnia w Gorzowie doszło do potyczki, na którą długo czekali kibice, ale niespodzianki nie było. Wygrali faworyzowani goście z Lublina 48:41 z wychowankiem Stali Bartoszem Zmarzlikiem w składzie, chociaż miejscowi prowadzili od 1. do 12. wyścigu i jeszcze po 8. gonitwie na tablicy wyników pojawił rezultat remisowy 24:24. Decydującym momentem spotkania były odsłony 13. i 14. wygrane podwójnie przez gości. W ekipie żółto-niebieskich najwięcej punktów wywalczyli Martin Vaculik (11 (5)) i Szymon Woźniak (9+1 (5)).
W pierwszą niedzielę maja (7.05.) Stalowcy pojechali do Wrocławia i ku zaskoczeniu większości obserwatorów stoczyli bardzo wyrównany pojedynek z jednym z głównych faworytów do tytułu Drużynowego Mistrza Polski. Żółto-niebiescy wygrali podwójnie 1. wyścig i po pierwszej serii prowadzili jeszcze 13:11, a po 11. gonitwie na prowadzeniu byli wrocławianie, ale tylko 34:32, by ostatecznie wygrać 49:41. Goście mieli w swoich szeregach trzech liderów z prawdziwego zdarzenia: Andersa Thomsena (13+1 (6)), Szymona Woźniaka (10+2 (5)) i Martina Vaculika (10+1 (6)).
Dwa tygodnie później rozpoczęła się seria czterech zwycięstw gorzowian w rzędu. 21 maja żółto-niebiescy udali się do dalekiego Krosna i był to jeden z najgłośniejszych meczów w sezonie za sprawą skandalu związanego z fatalnie przygotowaną nawierzchnią toru. Przyjezdni wygrali dwie pierwsze gonitwy 4:2 oraz 5:1 i po pierwszej serii prowadzili 16:8. Po kolejnych trzech biegach Wilki odrobiły większość strat i zbliżyły się na dystans dwóch „oczek”, ale na więcej nie pozwolił już sędzia zawodów, który przerwał rywalizację po 9. wyścigu. Taka decyzja arbitra spowodowała, że spotkanie zakończyło się rezultatem 26:28 i dwa punkty pojechały do Gorzowa. Najwięcej punktów dla żółto-niebieskich wywalczyli Szymon Woźniak (7 (3)) i Oskar Fajfer (5+1 (3)), ale prawdziwym bohaterem Stali był Mateusz Bartkowiak, który wywalczył płatny komplet punktów (5+1) w dwóch startach.
Siedem dni później do miasta nad Wartą przyjechały „Byki” z Leszna bez leczących kontuzje Chrisa Holdera i Nazara Parnitskyiego, ale z sensacyjnie zakontraktowanym Adrianem Miedzińskim. Początek spotkania należał do gospodarzy, którzy po dwóch odsłonach prowadzili różnicą sześciu punktów 9:3. Leszczynianie odpowiedzieli już w 4. wyścigu wygranym podwójnie przez duet przyjezdnych Damian Ratajczak - Grzegorz Zengora. W tym momencie Stal prowadziła, ale tylko 13:11. Gdy wydawało się, że mecz nabierze rumieńców i żółto-niebieskich czekać będzie trudna przeprawa, goście w 5. gonitwie stracili Grzegorza Zengotę, który w wyniku niebezpiecznego upadku z własnej winy doznał złamania prawego obojczyka. Po tym wydarzeniu, w dalszej części rywalizacji na torze niepodzielenie „rządzili” miejscowi, którzy stopniowo powiększali przewagę i ostatecznie wygrali mecz różnicą aż dwudziestu czterech punktów 57:33. Z żużlowców Unii po prostu „zeszło powietrze”. Na tle rozbitej Unii gorzowianie byli drużyną prawie kompletną, bez dziur. Najwięcej punktów wywalczyli: Szymon Woźniak (13+1), Martin Vaculik (13), Anders Thomsen (12) i Oskar Fajfer (8+4), wszyscy w pięciu startach.
Pomimo trudnej sytuacji kadrowej Unii, rewanż w Lesznie 4 czerwca zapowiadał się niezwykle ciekawie. I takim z pewnością byłby, gdyby nie kolejny pech biało-niebieskich. W 4. wyścigu dnia bezmyślnie pojechał Oskar Paluch, który na jednym z wiraży staranował Janusza Kołodzieja. Wychowanek Unii Tarnów wystąpił jeszcze w kolejnym swoim starcie, ale nie był zdolny do dalszego kontynuowania zawodów, ponieważ we wcześniejszym upadku doznał złamania żeber. „Byki” co prawda prowadziły po pierwszej serii 13:11, ale bez swojego lidera nie były w stanie nawiązać równorzędnej walki z dobrze dysponowanymi zawodnikami gości i ostatecznie przegrały 41:49. W ekipie przyjezdnej najwięcej punktów zdobyli: Martin Vaculik (14), Anders Thomsen (11), Szymon Woźniak (10+3) i Oskar Fajfer (10+2), wszyscy w pięciu startach.
O kolejnych etapach walki gorzowskiej Stali o awans do strefy medalowej, już wkrótce w drugiej części opracowania. Zapraszamy do lektury.
c.d.n.






