Prawda czasu i prawda ekranu

naczelnySiedząc przed telewizorem podczas żużlowych zawodów, można czasami odnieść wrażenie, że komentator ogląda trochę inne zawody niż my. Nie chodzi o pomyłki, ale o sposób opowiadania tego, co dzieje się na torze. Podczas finału Speedway World Cup w Warszawie kilka razy miałem właśnie takie odczucie.


Przed zawodami wszystko było jasne: Polska miała walczyć o złoto, a Australia była jednym z głównych rywali. Oczekiwania były duże. Szybko jednak okazało się, że Australijczycy są tego wieczoru bardzo mocni.

Mimo rosnącej przewagi w komentarzu wciąż pojawiał się temat odrabiania strat i możliwego ataku na pozycję lidera. Słuchałem tego, patrząc jednocześnie na ekran. Trudno było wtedy uwierzyć, że oglądamy rzeczywistą walkę, a nie nadzieję na nią.

Trudno mieć jednak o to pretensję. Taka jest rola transmisji. Trzeba utrzymać emocje, zostawić miejsce na błąd rywala i nie kończyć wyścigu po pierwszym łuku. Problem zaczyna się wtedy, gdy mglistą możliwość ataku nazywa się walką.

Jeszcze ciekawiej wyglądało to w kontekście całych zawodów. W komentarzu długo przewijała się pogoń Polski za Australią. Tymczasem nie tylko obraz, ale i tabela pokazywały, że nie o to toczy się już walka, bowiem za naszymi plecami jest Dania a jej strata do Polski systematycznie się zmniejsza.

W pierwszej części zawodów można było jeszcze myśleć o odrabianiu dystansu do Australii. Z każdym kolejnym biegiem stawało się jednak coraz bardziej oczywiste, że lider nie zamierza czekać. Australijczycy jechali na tle rywali równo i konsekwentnie, podczas gdy Polacy musieli oglądać się również na rywali jadących za nimi.

W pewnym momencie zamiast zastanawiać się, kiedy dogonimy Australię, zacząłem patrzeć, ile jeszcze zostało nam przewagi nad Danią. I właśnie wtedy najbardziej było widać różnicę między tym, co słyszałem w komentarzu, a tym, co podpowiadał obraz całych zawodów.

I to najbardziej zapamiętałem z transmisji. Komentarz próbował utrzymać historię o pogoni za Australią, podczas gdy sytuacja na ekranie wraz z przebiegiem rywalizacji coraz wyraźniej zmierzała w innym kierunku. 

W Warszawie przed zawodami patrzyliśmy na Australię. Pod koniec ważniejsza stała się Dania.

Czasami wystarczy po prostu spojrzeć na tabelę.


20

Dziękujemy, że jesteście z nami!